|
Powiat grójecki dziennie opuszcza średnio sto samochodów z jabłkiem na eksport. Cena rośnie, lecz jak ostrzegają eksperci do czasu. Sadownicy po doświadczeniach w kalkulowaniu, zdobytych podczas wzrostu ceny jabłka przemysłowego, muszą po raz kolejny „wyczuć” moment na sprzedaż jabłek deserowych. Niskie temperatury nie wróżą wysokich zbiorów w przyszłym sezonie.
- Sto samochodów dziennie to poziom porównywalny do lat, kiedy występował duży urodzaj – komentuje sytuację Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. – Powodem tak dużego zainteresowania polskim jabłkiem jest nienasycenie owocem rynku rosyjskiego.
Od pierwszego stycznia zniesiono cło, które hamowało eksport jabłek do Rosji. Dodatkowo wielu sadowników zmagazynowało swoje zbiory w chłodniach w oczekiwaniu na dobrą cenę. Wysokie dochody ze sprzedaży jabłek przemysłowych spowodowały przypływ gotówki oraz zabezpieczenie finansowe, tym samym producenci „nie stoją pod ścianą” i nie muszą szybko sprzedawać zgromadzonych plonów. Spowodowało to wysokie zapotrzebowanie na nasze owoce. Eksport ruszył z kopyta, cena również jest obiecująca. Oscyluje ona na poziomie od 1,20 zł za jabłko odmiany Idared do 2,00 zł za Galę czy Golden Delicious’a.
- Jest obawa, że nastąpi w pewnym momencie bariera popytu na rynek rosyjski – przyznaje Maliszewski. – Cena w tym wypadku ustabilizuje się bądź co gorsze zacznie spadać.
Większość krajów sadowniczych w Europie, typu Włochy, Holandia, Francja, Niemcy mają zapasy owocowe większe niżeli w ubiegłym roku o tej porze. Istnieje obawa, że cena za eksport zacznie spadać z prostej przyczyny, nasycenia rynku owocami. Niska temperatura również może zahamować sprzedaż jabłek w Rosji, gdzie zazwyczaj odbywa się ona na bazarach.
Tegoroczna zima w początkowej fazie rozpieściła nas wysokimi temperaturami, jednak nagłe ochłodzenie i spadek temperatur do – 30 stopni Celciusza może mieć negatywny wpływ na drzewa.
- Jest wiele przyczyn, które wspólnie mogą złożyć się na niskie plony w przyszłym sezonie – mówi Maliszewski. – Po pierwsze wiele sadów w okresie letnim i jesiennym było lokalnie podtopionych, co sprawiło, że drzewa były nadwyrężone.
Kolejne czynniki jakie wymienia prezes Związku Sadowników RP, to długa jesień, a po niej nagła zima. W wyniku wysokich temperatur w listopadzie i grudniu drzewa nie przygotowały się do zimowego odpoczynku, a wręcz przeciwnie, ruszyła ich wegetacja. Negatywny wpływ na sady ma również brak pokrywy śnieżnej, której obecność zatrzymuje ciepło w glebie i chroni korzenie.
- Przy takich temperaturach uszkodzeniu mogą ulec nie tylko pąki, gałęzie i pnie, ale również korzenie – ostrzega Mirosław Maliszewski. – Obecną sytuację porównujemy do zimy z lat ‘86 - ‘87. Proponuję również, aby opóźnić cięcie sadów.
Niestety sadownicy nie mogą nic zrobić w tej sytuacji. Pozostaje tylko biernie obserwować i czekać na efekty w postaci mniejszych zbiorów. To może jednak wpłynąć na wyższą cenę za kg owoców, co w rezultacie zrekompensuje szkody.
Paulina Omen
|